Amicitia - jeden z dziesieciu?
Amicitia... Friendship... Przyjazn... tak samo jak slawetna milosc ma wiele imion, lecz poswiecamy jej mniej uwagi. Na poczatek chcialabym przytoczyc slownikowa definicje przyjazni.
przyjaźń «bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu; też: życzliwość, serdeczność okazywana komuś»
...ale okazuje sie, ze slownik byl bardziej chetny do pomocy wypluwajac mi rowniez te definicje:
przyjazny
1. «żywiący dla kogoś uczucie przyjaźni; też: będący wyrazem takiego uczucia»
2. «sprzyjający komuś, nieprzynoszący szkód»
Tak wiec, podstawy mamy chyba zalatwione. Dwie osoby polaczone wzajemnym zaufaniem. Koniec z definicjami, czas na refleksje. Poszukajcie w swoim zyciu takiej osoby. (miejsce na chwile zapomnienia).... I? Udalo sie? Jesli tak, to bardzo sie ciesze. Duzo osob jednak zauwazy, ze brak jej takiej osoby. Jedno moge powiedziec - napewno nie mnie. Nie zamierzam kontynuowac tego bezsensownego wykladu o przyjazni. Chcialabym opowiedziec wam znow urywek z mojego zycia.
Zawsze staralam sie miec przyjaciela, kazdemu jest on w jakis sposob potrzebny. Ja, naiwna wesola dziewczynka, bardzo wiele osob darzylam tym pieknym uczuciem. Majac 18 lat nie zmienilam sie i staralam sie kontynuowac moje nauki, przyjazniac sie ze wszystkimi. Tutaj pojawil zgrzyt. Przeczuwalam go juz dawno, lecz dopiero teraz hukiem odbil sie w mojej glowie. Nagle obudzilam sie posrod wrogich mi osob wyciagajacych przyjacielskie dlonie. Kiedy potrafilam, lecz teraz nie potrafie ich zlapac... Nie potrafie obdarzyc je tym samym uczuciem. Im szybciej wyciagam do jednej reke, tym predzej oddala sie inna. Potem probuje zlapac to po prawej, ale za chwile ta po lewej znika we mgle. Nie widze wiecej juz nic. Pozostaje jedna, druga trace (mam tylko nadzieje, ze nie na zawsze). Wiem, ze w nieskonczonosc nie moge zmieniac swoich "przyjacielskich" preferencji i lapac co chwila inna dlon, ale nie moge tez zostawic innych wyciagnietych. Wolalabym nie zlapac zadnej niz stracic inne. Czy to takie samolubne? Czy tylko w moim przypadku przyjaciele musza sie nawzajem wykluczac? A teraz pod koniec zdanie skierowane do moich drogich przyjaciol: chce was obu darzyc zaufaniem (klania sie definicja) i dostawac go rowniez od was. Mam nadzieje, ze nie jest to trudne, trzeba tylko sie postarac. Ja sie postaram, reszta zalezy od was.
napisała
miaka-chan dnia 2006-10-05 o godzinie 02:19:43
skomentuj, to co nabazgrałam (9)
Obloki... latasz w oblokach... marzysz?
Wiecie, ze uwielbiam zadawac retoryczne pytania, wiec i teraz siebie nie bede zatrzymywac... czy czesto marzycie? Czy lubicie marzyc?
Rzecz jest o tyle trudna, ze marzymy najczesciej o rzeczach nieosiagalnych, lecz marzenia stworzone sa by nas cieszyc. Dlaczego wiec niemozliwe sytuacje maja nas cieszyc? Czy, gdy przezyjemy cos samym umyslem to jest to juz spelnione? Wydaje sie, ze same marzenia powinny nas smucic, poniewaz one uwydatniaja, czego brakuje nam w naszej malej rzeczywistosci i otoczeniu. A marzac wypelniamy ta luke. Jednak czy zatkanie guma do zucia opony rowerowej spowoduje zatrzymanie wycieku powietrza? Odpowiedz jest prosta - nie. Zamiast ludzic sie i zamykac w nierealnym swiecie nalezy wyznaczac sobie cele i je osiagac. Nie marzyc o nich, lecz wprowadzac je w zycie! Czasami sa to rzeczy niemozliwe ale zanim wypowiemy to slowo na "n" sprobujmy wszystkich srodkow, zeby dotrzec tam, gdzie oczekuje nas szczescie i spelnienie marzen!
Oczywiscie kazde poczatki sa trudne. Nic w tym dziwnego. Dlatego proponuje najpierw, zebyscie pomysleli, jakie sa wasze marzenia. Potem nalezy zamienic je w jasno okreslone cele. Ostatnim etapem bedzie powoli a dokladnie, idac stopien po stopniu, osiagac je. Jesli jednak sie potkiemy, podniesc sie! Nie spadajac na sam dol, wciaz musimy miec nadzieje, to bardzo wazne, bo nie wszystko zwykle idzie jak z platka. W zasadzie to chyba nigdy. Moze sie tez zdarzyc sytuacja, ze spadniemy na sam dol lub jeszcze nizej, wtedy trzeba zastanowic sie, czy cel byl osiagalny i czy zrobilismy naprawde wszystko. Jesli na pierwsze pytanie otrzymacie odpowiedz negatywna a na drugie pozytywna, to porzuccie to marzenie, to nie jest proste ale zaraz znajdziecie obok drugie schody prowadzace w inna strone, ktore znow sprobuja was zawiezc, gdzie pragneliscie dojsc!
Piszac takie piekne slowa zachety samej mi sie nie chce wierzyc, ze zamiast osiagac moje cele to leze na lozku, a pochlonieta przez marzenia zapominam o bozym swiecie. Przepraszam, ze sama nie umiem wam dac przykladu... jesli uznacie ten wyklad za bezwartosciowy, to dopowiem wam, ze wiele osob stosowalo sie do tej metody i osiagnelo sukces. Moze i mi sie uda... wtedy te slowa zyskaja sens. A wam zycze uwierzyc w siebie i isc do przodu!
napisała
miaka-chan dnia 2005-10-31 o godzinie 20:33:39
skomentuj, to co nabazgrałam (16)